Sztuka teatralna

Parę słów na wstępie:

Niniejszą sztukę dedykuję moim wspaniałym rodzicom, Muzi Sierotwińskiej-Rewickiej i Dionizemu Rewickiem, Do napisania jej zostałam zainspirowana opowiadaniami Mamy, która 13 grudnia 1981 roku została internowana, by spędzić w więzieniach całej Polski siedem miesięcy. W tym czasie ja i mój Tato, staraliśmy się dawać sobie dzielnie radę bez niej, co miesiąc odwiedzając ją w innym więzieniu.

Dedykuję ją również wszystkim kobietom, które w czasie stanu wojennego były aresztowane, internowane i przetrzymywane. Dzielnie stawiały czoła więziennej codzienności, a przecież niejedna z nich zostawiła w domu małe dzieci, mężów czy narzeczonych.

W naszej świadomości zakorzenił się schemat, że osoba internowana to mężczyzna, na którego w domu czeka żona opiekująca się dziećmi. Tymczasem setki kobiet siedziało zamkniętych w więzieniach, przewożonych z jednego miejsca do drugiego, przesłuchiwanych, czasami bitych a zawsze traktowanych nieludzko. W ich domach czekali mężowie, którzy też musieli poradzić sobie w tej nietypowej dla nich sytuacji. I wielu z nich doskonale się spisało. Im również dedykuję tę sztukę.

Berenika Rewicka



Berenika Rewicka


SPRAWA  WYBORU

Sztuka w trzech aktach

 

Sprawiedliwość wykreślono już nawet

z pożółkłych książek

David Hume (1711-1776)
 

Akt 1   drugi dzień stanu wojennego, 14 grudnia 1981

Akt 2   19 grudnia 1981

Akt 3   Wigilia, 24 grudnia 1981


OSOBY

 
Maria  Kobieta po 60-tce. Profesor Uniwersytetu, psycholog. Osoba, która w dzieciństwie przeszła przez Syberię. Jej ojciec zginął w Katyniu. Wdowa po byłym więźniu politycznym. Posiada syna i dwoje wnucząt. Starsza pani w okularach. Siwe włosy, ale zadbane. Ubrana w ciepłą, brązową garsonkę, stary ale nadal elegancki płaszcz i szal. Osoba dystyngowana, spokojna i elegancka, pomimo tego, że po jej ubraniu widać niedostatek. Autorytet wśród studentów i profesorów. Była doradcą MKZ-u w rozmowach z władzami. Drukowała tez artykuły w pismach opozycyjnych.

Krysia  Kobieta lat 45. Polonistka i dziennikarka. Była dziennikarzem solidarnościowego pisma wydawanego przez MKZ. Członek władz  Solidarności regionu. Osoba spokojna ale pełna życia. Ma córkę w wieku lat 15 i męża. Ubrana w eleganckie spodnie, czarny  sweter, płaszcz. Ma krótkie, jasne włosy i nosi okulary, kozaki na wysokich obcasach.

Teresa  Kobieta lat 22. Studentka prawa. Młoda, ładna, zadbana, krótko obcięte włosy,  Z wyglądu dobry materiał na prawnika. Ma na sobie  ładny sweter, dżinsy oraz dobrą kurtkę. Ojciec, wysoko postawiony członek PZPR. Teresa ma narzeczonego z NZS-u, mają się  pobrać 19 grudnia.

Iwona   Kobieta lat 25. Studentka socjologii. Typowa działaczka. Długie, zaniedbane włosy, powyciągany sweter, długa spódnica i wielki  szal. Jest brzydka i zakompleksiona.

Władzia  Kobieta lat 35. Osoba niewykształcona. Pracuje w fabryce jako brygadzistka. Działaczka we władzach zakładowej Solidarności. Prosta, ubrana bez gustu w czerwony sweter, zielone spodnie i ortalionowa kurtkę. Ma męża i dwoje małych dzieci.

Klawisz    Mężczyzna w średnim wieku. Chamska twarz

Statyści   Głosy w tle


SCENERIA

Cela więzienna. Małe, prostokątne pomieszczenie, brudne i szare. Po prawej stronie, małe, wąskie, zakratowane okienko u góry ściany. Widać, że cela jest w podziemiach. Po lewej stronie metalowe, ciężkie drzwi z małym „judaszem” na wysokości twarzy. Pod ścianami, naprzeciwko siebie, dwie wąskie prycze czyli drewniane skrzynie, przymocowane do podłogi i ściany na stałe. Trzecia na przedłużeniu jednej z nich. Na pryczach leżą stare, brudne koce i obrzydliwe, nie obleczone poduszki. Na przedłużeniu jednej z pryczy stoi stolik  przytwierdzony do podłogi i trzy zydle również przytwierdzone na stałe do podłogi. W rogu „ubikacja” czyli wiadro przytwierdzone do ściany łańcuchem. Celę oświetla jedna żarówka wisząca u sufitu na kablu, opakowana w metalową siatkę. Za oknem od czasu do czasu widać wędrujące światła, jakby światła przyjeżdżających i odjeżdżających samochodów.


AKT 1

Cela. Na jednej z pryczy leży Krystyna. Na drugiej Iwona obgryzając paznokcie. Przy stole siedzą Maria i Teresa. Teresa tępo wpatrzona w okno bębni palcami o blat stołu. Słychać tylko oddechy, szczękanie zamykanych i otwieranych, metalowych drzwi na korytarzu i bębnienie palców o blat. Jest półmrok. Późne popołudnie, 14 grudnia.


Maria - Pani Tereso, proszę przestać to robić. Gra mi pani na nerwach.

(Teresa nadal nerwowo bębni palcami o blat zapatrzona przed siebie)

Maria - Pani Tereso!

Teresa - (budzi się jakby ze snu) Co?

Iwona - Nie co tylko słucham.

Maria - Bębnienie (wskazuje ruchem głowy) Jest denerwujące.

Teresa - Oh! Przepraszam. To nerwowe. Siedzimy tu zamknięte od wczoraj i zaczynam się czuć jak lew w klatce. Nic do roboty, nic do czytania. To zaczyna być nie do zniesienia. (podpiera głowę na dłoniach i nadal patrzy przed siebie)

Iwona - (nadal obgryzając paznokcie) Nic się nie martw. Na pewno zatrzymali nas na dwa i cztery. Często to robią. (wstaje i siada na trzecim              krześle) Pewnie już niedługo nas wypuszczą.

Krysia - Gdyby zatrzymali nas na 24 godziny to już dawno byłabym w domu. (wyciąga papierosa i obraca go w palcach) Co prawda równie dobrze mogą nas przetrzymywać przez 48 godzin też bez wyjaśnienia.

Iwona - (do Krysi) Siedziała już pani kiedyś?

Krysia - Żeby tylko raz! A pani?

Iwona - Ja jeszcze nie ale raz im uciekałam. Chcieli mnie zdjąć jak plakatowałam miasto. Na pierwszy zjazd Solidarności. Pamięta Pani kiedy to było?

Krysia - Oczywiście. We wrześniu.

Iwona - No właśnie! Idioci, myśleli, że mnie złapią!

Krysia - (siadając na pryczy) jakby chcieli panią dogonić to by dogonili. Narobili pani po prostu strachu. To taka ich gra w policjantów… o! przepraszam…w milicjantów i złodziei.

Iwona - To nieprawda! Działam w podziemiu już od półtorej roku!

Krysia - Od półtora roku. To jest „ten” rok a nie „ta” rok

Maria - To znaczy, że działa pni od powstania Solidarności?

Iwona - No tak! Ale…

Krysia - To już nie było podziemie (uśmiecha się) Byliśmy już wtedy górą

Iwona - (z pretensją) Dlaczego umniejsza pani wartość tego co robię?

Maria - Ależ nikt tego nie robi, drogie dziecko! Bardzo dobrze, że młodzież się wciągnęła w ten ruch. Ktoś musi przecież przejąć po nas pałeczkę, kiedy będziemy już budować wolną Polskę. A ty jesteś jedną z takich osób (zarzuca chustę na plecy) Zimno tu.

Iwona - (podniecona) Ja chcę bić komunistów! Rozliczać…

(Krystyna wstaje z pryczy i idzie w kierunku drzwi przeciskając się obok siedzących)

Krysia - (mówi jakby do siebie) Cztery osoby w trzyosobowej celi. Czyżby nasza dzielna milicja tak efektywnie łapała przestępców, że nie ma wolnych cel?

Maria - (nie zwracając uwagi na słowa Krysi) Pani Iwono! Rozliczać komunistów trzeba i na pewno będzie się ich rozliczać. Na to zawsze jest jednak czas. Ale przede wszystkim, i  w tym jest wasza rola młodych ludzi, trzeba mówić ludziom o przeszłości i budować jutro. Budować przyszłość.

(Krysia zdążyła się już przecisnąć do drzwi i zaczyna walić w nie pięścią . W celi zapada chwila ciszy. Kobiety patrzą na Krysię, słychać kroki a potem hałas otwieranej klapki przy judaszu)

Klawisz - Czego?

Iwona - (krzyczy) Nie czego, ty chamie, tylko proszę!

Klawisz - Mówię, czego?!

Krysia - (ze stoickim spokojem) Chciałabym prosić o ogień

(Pokazuje papierosa do okienka judasza. Słychać szczęk klucza w zamku. Otwierają się drzwi i staje w nich klawisz)

Klawisz - Znowu!? A cóż wy do cholery tyle palicie? Zrobi się z wami, kurwa, porządek!

Maria - (do siebie) Boże, co za język!

Teresa - (przestraszona) Nie mógłby nam pan zostawić zapałek?

Klawisz - (zapala papierosa Krysi) Ado czego są wam, kurwa, potrzebne? Nie wolno!

(Klawisz zamyka drzwi)

Teresa - (sarkastycznie) Nie ma to jak dobre wychowanie.

Maria - Nie przejmuj się dziecko. Są gorsi od niego (zwraca się do Krysi, która stoi oparta o ścianę) Zabrali panią z domu? Prawda?

Krysia - O wpół do drugiej. Przyszli, zaczęli walić w drzwi tak, że cała kamienica chyba się obudziła. Mąż poszedł otworzyć i wtedy weszli. Czterech mężczyzn po cywilnemu i jedna kobieta.

Iwona - (wstaje i siada na pryczy) Powiedziałabym, że wielu jak na jedną bezbronną kobietę (zarzuca na siebie szal) Rzeczywiście zimno.

Krysia - Dlatego mi się to nie podoba. Normalnie nie robią tego w ten sposób. Pięć osób z bronią? Zupełnie jakby to była wojna! Byli wściekli, krzyczeli, że teraz mi się dostanie. Męża też zabrali na komisariat (zamyśla się na chwilę) Ciekawe czy siedzi tu gdzieś w sąsiedniej celi czy już jest w domu?

Maria - Pani ma córkę? Prawda?

Krysia - Tak, ma 15 lat i jest w szpitalu. No cóż! Mam nadzieję, że jutro mnie wypuszczą. Musiała się okropnie denerwować, że dziś do niej nie przyszłam do szpitala. (wzdychając zaciąga się głęboko papierosem)

Maria - To już duża dziewczynka. Sądząc po pani przeszłości, musi być już przyzwyczajona, że od czasu do czasu odsiaduje pani 24 godziny.

Krysia - (smutno) To fakt. Wie o co w tym wszystkim chodzi. Była nawet założycielem młodzieżowego pisma w szkole, całe godziny przesiadywała w MKZ-cie, robiła kawę, odbierała telefony. Ale mimo wszystko denerwuję się bo cos mi się tutaj nie podoba. (siada na pustym krześle)

Maria - Ja też mam syna (zamyśla się) To już mężczyzna. I dwoje wnucząt. Kochane szkraby! Miałam je wczoraj zabrać do kina na jakąś kreskówkę. Takie odmładzające popołudnie (uśmiecha się na myśl o tym)

Teresa - (do Marii) A panią skąd wzięli?

Maria - Też z domu. O 1-szej w nocy z 12 na 13-go.

Krysia - To tak jak mnie.

Maria - Nie zdziwiłam się specjalnie pukaniem, bo często zdarzało się, że o barbarzyńskiej porze przychodził ktoś z MKZ-tu lub z uczelni. Ale tym razem była to nie lada niespodzianka.

Iwona - Spokojnie to pani znosi? (bardziej otula się szalem)

Maria - Moje dziecko! A cóż innego można zrobić? Bić głowa w ścianę?

Krysia - (do siebie) Szkoda głowy, jeżeli się w niej coś oczywiście ma.

Iwona - Ale można krzyczeć, domagać się…

Krysia - Czego się domagać?

Iwona - (podniecona) No!...no można domagać się praw człowieka! Oni nie mogą nas tak po prostu zamykać jak zwierzęta!

Teresa - Owszem mogą. Na 2 i 4 i 4 i 8 bez podania przyczyny. Tak stanowi prawo.

Iwona - Prawo! Prawo! Wiem o tym! Ale można pokazać, że nam się to nie podoba.

Maria - Oni wiedzą, że nam się to nie podoba, ale akurat w tym państwie nikogo z rządzących to nie obchodzi  (wyciąga papierosa i odpala go od papierosa Krysi)

Krysia - MKZ na pewno zarządził już strajk, albo wystąpił z protestem.

Iwona - No to co! Ci idioci, którzy nas pilnują, powinni wiedzieć, że nimi pogardzamy!

Maria - Wiedzą o tym. Tego może być pani pewna. Nasłuchali się wystarczająco, chociażby pani wrzasków, kiedy panią tu prowadzili. Za każdym razem kiedy otwierają te drzwi, daje im to pani do zrozumienia.

Krysia - I to nie wybrednym językiem.

Iwona - Przynajmniej coś robię! A nie siedzę z założonymi rękami i czekam na zbawienie! (wstaje i zaczyna chodzić po celi od drzwi do okna)

Krysia - Iwonko (dobrotliwie) zrozum, że oni się bawią z nami w swoistą ciuciubabkę. Aresztują nas, potem muszą wypuścić a potem znowu aresztują. Oni nas straszą a my udajemy, że się ich boimy. I tak w kółko! Ważne aby się nie przejmować, robić swoje i nawet w zamknięciu czuć się wolnym. Nie przejmuj się! Już nie mogą nas zamknąć. Teraz muszą nas wypuścić.

Maria - Teraz tak, ale pamiętam swoją młodość. Wtedy nie byliśmy tacy pewni siebie. Więzienie mogło niestety skończyć się wyrokiem i tak jak dla wielu skończyło się wyrokiem śmierci. Niewinnej śmierci.

Krysia - Pani Maria ma rację i należy o tym pamiętać, ale na szczęście dla nas czasy trochę się zmieniły. Przynajmniej mam taka nadzieję. Potraktujcie to jako odpoczynek od pracy. Iwono! Przestań tak chodzić!

Teresa - Ładny mi odpoczynek! Jestem jak strzępek nerwów! Mama się pewnie denerwuje w co się tym razem wpakowałam. Ojciec chodzi wściekły. A na dodatek, zabrali mi mój pierścionek zaręczynowy! Jedyna tego zaleta to fakt, że mój narzeczony będzie ze mnie dumny.

Maria - To już coś (uśmiecha się) Smutne, że w Polsce młodzi ludzie dumni są z siedzenia w więzieniu a nie na przykład z osiągnięć naukowych. Mama nie wie co robiłaś w NZS-ie?

Teresa - Pewnie się domyśla ale najbardziej boję się taty.

Iwona - (złośliwie) Jej tato jest działaczem PZPR. I to wysokim!

Teresa - No to co! Po prostu ma inne poglądy niż ja!

Iwona - Znasz takie powiedzenie? Niedaleko pada jabłko od jabłoni! Ty nie masz innych poglądów tylko akurat masz poglądy swojego chłopaka!

(Krystyna zapala drugiego papierosa, gasząc poprzedniego)

Krysia - (patrząc do paczki papierosów) Mnie zostało już tylko pięć.

Teresa - Nie chłopaka, tylko przyszłego męża! I jesteś niesprawiedliwa! Jestem dorosłą osobą i wiem co mówię i myślę. (odpala papierosa od Marii i zagląda do swojej paczki) Mnie 10.

Iwona - Akurat! Widziałam cię na wiecu tydzień temu. Te przerażone oczy wpatrzone w Zygmunta! Jesteś komunistką bo z takiego jesteś domu!

Maria - Przestańcie! Akurat tego nam teraz potrzeba! Kłótni! Gdyby Teresa popierała ten system, to by z nami teraz nie siedziała. A ty (zwraca się do Iwony) nie masz prawa oceniać innych w taki sposób! Oni tego właśnie chcą. Nie rozumiecie tego? Poróżnić nas!

Iwona - Bzdura!

Krysia - Nie bzdura tylko pani Maria ma rację. Zawsze tak było. Kluczem do rozwalenia opozycji jest poróżnienie ich członków. Aby przestali sobie ufać, aby sobie wzajemnie zazdrościli, aby wzbudzić w nich podejrzenia. Tak jest teraz i tak było dawniej. W tym względzie nic się nie zmieniło. Gdyby ludzie nie wspierali się nawzajem, nie przetrwaliby zsyłek, Syberii i więzień.

Maria - A przetrwali! I nie przestawali być patriotami. Moja matka zawsze mi powtarzała, że najważniejsza jest ojczyzna. Kiedy śnieg zacinał niemiłosiernie, a my musieliśmy iść do przymusowej pracy na Syberii, moja mama kazała przypominać sobie jak pięknie jest latem w górach i bardzo, bardzo chcieć tam wrócić. Tylko to nas utrzymywało przy życiu. Świadomość, że może jeszcze kiedyś zobaczę Polskę. I nie ważne tam było kto kim jest: socjalistą, demokratą, chłopem czy wykształconym arystokratą. Ważne było, że jesteśmy w tym razem i razem musimy to przetrwać (patrzy na swoje dłonie) One są odmrożone i już nigdy nie będą białe, takie jak pani, pani Tereso.

Teresa - (z niedowierzaniem) Pani była na Syberii?

Maria - Jako dziecko ale nie tak małe aby tego nie pamiętać.

Iwona - No dobrze! A jeżeli któraś z nas jest ubeczką?

Krysia - To jakaś paranoja!

(Słychać kroki na korytarzu, szczęk klucza w zamku. Otwierają się drzwi)

Klawisz - Dwie umyć kibel!

(Kobiety patrzą na siebie. Zapada cisza. Nikt się nie rusza)

Klawisz - Mówię, kurwa, dwie do mycia kibla!

Maria - (gasi papierosa i wstaje) Ja pójdę. Dla mnie to nie pierwszyzna.

Krysia - Mnie też korona z głowy nie spadnie.

(Klawisz otwiera kłódkę i wyciąga łańcuch, którym przymocowane jest wiadro do ściany. Iwona wstaje i zatrzymuje się na środku celi)

Iwona - (krzyczy do klawisza) To nazywacie kiblem? Chybaś w życiu porządnej łazienki nie widział na oczy! Co to ma być! (wskazuje na wiadro) To mają być warunki?

Klawisz - Stul pysk!

Maria - (z oburzeniem) Jak pan się oddzywa? Tu są kobiety!

Klawisz - Kobiety! Kurwa! Kryminalistki!!

Krysia - Jak pan śmie!? Nie uczono pana w domu jak mężczyzna powinien się zwracać do kobiet?

Klawisz - Ty! Nie podskakuj! Bo i tak dostaniecie! Idziemy!!

(Krysia podnosi wiadro za ucho i razem z Marią wychodzą na korytarz. Klawisz zamyka drzwi.)

Iwona - Chamidło. Co za ludzie!? (z niedowierzaniem)

Teresa - Boję się.

(Za oknem słychać warkot jeżdżących samochodów)

Iwona - (patrząc w okno) Ciekawe od której strony ulicy siedzimy? Ciągle widać światła samochodów. Taki ruch jak w centrum miasta.

Teresa - Może to coś więcej niż 2 i 4?

Iwona - Coś ty! A cóż by to mogło być? Zobaczysz…wypuszczą nas lada chwila. (śmiejąc się) Już jutro stawisz się przed kochającym ojczulkiem.

Teresa - Przestań mi dokuczać. To wcale nie jest śmieszne!

Iwona - (siada na krześle) Owszem jest! Tatuś partyjny a córeczka siedzi w kiciu za to, że działała w NZS (przez chwilę szamocze się z krzesłem) Dlaczego tu wszystko musi być przytwierdzone albo do ściany albo do podłogi?!

Teresa - Rodziny się nie wybiera, wiesz o tym? Nic na to nie poradzę, że mój ojciec jest partyjny. Takie wybrał życie. Ale że będzie miał przez mnie kłopoty to pewne.

Iwona - (sentencjonalnie) Wszystkich partyjnych trzeba wystrzelać!

Teresa - (nie zwracając na to uwagi) O ciebie nikt się nie martwi?

Iwona - (dumnie) Martwi? Takie już jest życie opozycjonisty.

Teresa - Rodzice nie będą się denerwować?

Iwona - Mieszkam w akademiku. Rodzice mieszkają na wsi i nic nie wiedzą (zaczyna znowu obgryzać paznokcie)

Teresa - Nie rób tego. Będą okropnie wyglądać.

Iwona - (jakby się obudziła) Co będzie okropnie wyglądać?

Teresa - (spokojnie) Twoje ręce.

Iwona - Myślisz, że się tym przejmuję? (nie przerywa obgryzania)

Teresa - Jak chcesz. Co studiujesz? (narzuca na siebie kurtkę) Czy oni tu nigdy nie grzeją?

Iwona - Bronię pracy z socjologii. (po chwili) Co ich tak długo nie ma?

Teresa - Działasz w NZS? Nie widziałam cię na zebraniach czy zjazdach?

Iwona - NZS to dobre dla studentów! Ja należę do poważnej organizacji (dumnie)

Teresa - (ze zdziwieniem) A NZS nie jest poważne? Do jakiej?

Iwona - (dumnie) KPN. My chcemy takiej Polski jak była kiedyś. Od morza do morza. Nie bawimy się w prawa studentów na uczelniach. To dobre dla takich jak ty. My mamy szersze horyzonty.

Teresa - Acha! To znaczy, że według ciebie to niepoważne walczyć o swoją godność?

Iwona - Tego nie powiedziałam. To też ważne…tylko…jakby ci tu powiedzieć?...mniej niebezpieczne.

Teresa - Lubisz niebezpieczeństwo?

Iwona - Lubię się wykazywać! Lubię być słuchana!

Teresa - A w KPN-ie jesteś?

Iwona - Co?

Teresa - No..słuchana?

Iwona - Jestem. I mam wielu kolegów. Życie rewolucjonistki całkowicie mi odpowiada. Gwar, ruch. Ciągle coś do zrobienia. Nie nudzę się.

Teresa - A ja nie. Ja chciałabym skończyć studia i założyć rodzinę. Wiesz, że 19-go biorę ślub?

Iwona - (ze zdziwieniem ale słychać nutę zazdrości) Teraz? Za parę dni?

Teresa - Tak. Za parę dni. Już wszystko przygotowane. Moja suknia ślubna. Wiesz ile było zachodu, żeby dostać materiał? Moja koleżanka z ASP uszyła mi istne cudo świata. Tu ma zaszewki, tu takie piękne róże, a tu m….

Iwona - (przerywa jej) Dobra, dobra! Daruj sobie. Bierzesz ślub kościelny czy tylko cywilny?

Teresa - Zygmunt uparł się na kościelny

Iwona - I co? Tata ci pozwolił?

Teresa - (zdziwiona) A czemu nie? Mama chodzi do kościoła. Tata co prawda był trochę zły ale potem powiedziałam, że to teraz w sumie dobrze widziane i się zgodził.

Iwona - Acha! A wiesz, że to się nazywa zakłamaniem.

Teresa - Wiem. (smutno) Zawsze kłócą się z Zygmuntem o politykę. Zygmunt nawet powiedział, że jak się pobierzemy to będziemy mieszkać z jego rodzicami a nie z moimi, bo on tego by nie wytrzymał. Mówi, że to oczywiście nie moja wina ale nie będzie z nim mieszkał….(zamyśla się) Nie wiem jak to będzie. Jego rodzice maja małe mieszkanie w Hucie, a moi wille na oficerskim. Ale nie chce i już

Iwona - Jak to się w ogóle stało, że bierzecie ślub ? (do siebie) Chociaż patrząc na ciebie nie dziwię się. (do Teresy) A co na to twoi rodzice?

Teresa - Tacie jest to w sumie obojętne. Ale muszę ci powiedzieć, że nie mogę uwierzyć aby mój ojciec mógł być taki jak ci o których piszą w podziemnych gazetach. Nie mój ojciec! Jest surowy ale nie możliwe aby był świnią..

Iwona - Jest taki! Jest przecież na wysokim stanowisku! A nie można się tam znaleźć nie będąc świnią  (podchodzi do drzwi) gdzie one są?

Teresa - (prawie z płaczem) Nie możesz tak mówić. Nie znasz go! (również wstaje i podchodzi do drzwi) Nie masz prawa tak mówić…

Iwona - Ciiii! (kładzie palec na ustach) Słyszę kroki. Tam się coś dzieje.

Teresa - (przytyka ucho do drzwi) jakby otwierały się drzwi gdzieś obok. Ale raban!

(Na korytarzu słychać wrzaski, szamotaninę)

Głos 1 -  Nie macie prawa! Gwałtu! Pomocy! Puśćcie mnie!

Głos 2 - Stul pysk zdziro!

Głos 1 - Pan nie ma prawa! Proszę mnie puścić! Jak pan śmie!

Głos 3 - Praw jej się kurwa zachciało! No właź!

(Słychać szczęk zamykanych drzwi. Dziewczyny siadają na pryczach i z przerażeniem patrzą na siebie)

Teresa - Matko Boska! Słyszałaś to?

Iwona - Mhm! Słyszałam. Chyba jednak nie jesteśmy tu jedyne. Co się dzieje do cholery! (wstaje i zaczyna bić pięściami w drzwi)

Teresa - Cicho! Nie rob tego! Boję się.

Iwona - To się bój! I tak cię tatuś stąd wyciągnie. Otwórzcie! Otwórzcie!

(Drzwi się otwierają)

Klawisz - Czego?

Iwona - (krzycząc rzuca się na klawisza) Gdzie są kobiety które były z nami? Coście z nimi zrobili?

Klawisz - (odpycha ja pewnym ruchem) Zniknęły, kurwa!

(Zamyka drzwi)

Iwona - Oni nas traktują jakbyśmy były kryminalistkami!

Teresa - Cicho! Znowu ktoś idzie.

(Znowu otwierają się drzwi. Wchodzą Maria i Krysia z wiadrem. Klawisz zamyka łańcuch na kłódkę  i wychodzi)

Teresa - (z ulga wiesza się Marii na szyi) Dzięki Bogu, że już jesteście. Bałyśmy się.

Iwona - Kto się bał to się bał! (lekceważąco)

Krysia - (siadając) Coś tu jest nie tak. (zaciąga się papierosem z którym weszła) Jak szłyśmy korytarzem to widziałyśmy parę kobiet schodzących schodami. Były przerażone.

Maria - Naprawdę przerażone. (gładzi Teresą po włosach) No już! Uspokój się. Wszystko będzie dobrze. Muszą nam w końcu powiedzieć co się dzieje.

Teresa - (wycierając oczy) Słyszałyśmy jak zamykali jakąś kobietę w gdzieś w celi obok.

Iwona - Nie można jej było nie usłyszeć. Narobiła krzyku na cały korytarz.

Maria - To tak jak ty. Też słyszałyśmy.

Krysia - (zamyślona wstaje) Czy któraś z was podpisywała depozyt?

Maria - Ja (Maria odpala od Krysi papierosa) Musiałam im oddać swoją biżuterię, dokumenty i torebkę. Dobrze, ze zostawili mi okulary, bo bez nich nic nie widzę.

Iwona - Ja też oddałam torbę.

Teresa - A ja pierścionek zaręczynowy, kolczyki i torebkę. Mam nadzieję, że nie zginą. A co?

Krysia - Czy pamiętacie co było napisane na papierach?

(Zapada cisza, wszystkie starają się skupić)

Iwona - Teraz sobie przypominam. Stan wyjątkowy. Tak było napisane. Stan wyjątkowy.

Teresa - Ja też to miałam. Co to znaczy?

Maria - (w zamyśleniu) Stan wyjątkowy jest też nazywany stanem wojennym.

Iwona - Przecież my nie mamy wojny?!

Krysia - W noc mojego aresztowania dzwonili do mnie z MKZ-u, że dostali teleks z Gdańska. Zaobserwowano dziwne ruchy wojsk na granicy radzieckiej.

Teresa - Rosjanie wkroczyli?!

Iwona - Gdyby ruscy wkroczyli to nas by nie zamykano.

Maria - Wręcz przeciwnie. Oni przyszliby z pomocą rządowi a więc jak najbardziej by nas zamknięto. Już raz to zrobili.

Krysia - A wtedy my stalibyśmy się wrogiem numer jeden.

Teresa - Jezus Maria! I co teraz?

Maria - Nic. Czekamy. Coś wreszcie muszą nam powiedzieć.

Krysia - Obawiam się, że to nie skończy się na 48 godzinach. Boże! Widzisz to i nie grzmisz!

Maria - Tylko spokój, tylko spokój..

(Znów słychać kroki na korytarzu. Otwierają się drzwi. Staje w nich blada, przerażona kobieta po 30-tce. Ma na sobie czerwony sweter, zielone spodnie i ortalionową kurtkę. W ręku trzyma menażkę, koc i poduszkę. Zapada cisza. Wszystkie patrzą ze zdziwieniem na kobietę.

Mocnym pchnięciem klawisza wpada do celi. Drzwi się zamykają a kobieta rozgląda się.)

Władzia - (ze zdziwieniem) To tu nie ma kurw?

Iwona - Że co?

Władzia - No. Gadali, że teraz dostanę się w fachowe ręce.

Maria - (z oburzeniem) Co pani mówi? Jakie fachowe ręce?

Władzia - (z jeszcze większym przerażeniem) No…tego… no wie pani!

Krysia - Nie, nie wiemy! Kim pani jest?

Władzia - Nazywam się Władysława Kędzioł. Ja ze strajku! A wy?

Krysia - Jakiego strajku?

Władzia - W Hucie! A gdzie indziej?

Krysia -  Acha! Nie mówiłam! MKZ zarządził strajk! Niech się pani rozgości. Ciasno tu co prawda (rozgląda się gdzie by tu położyć rzeczy Władzi, wreszcie rzuca je na pryczę i siada obok nich) No, niech pani siądzie. I proszę zdjąć tą kurtkę. Cała mokra. Proszę się nie bać i proszę wszystko opowiedzieć. A! Chyba najpierw powinnyśmy się przedstawić (wskazuje na Iwonę) To jest Iwona Skowron, działaczka KPN, zabrana z akademika.

Iwona - Witamy w slumsach!

Krysia - ta miła dziewczyna to Teresa Rzepecka z NZS-u.

(Teresa podnosi rękę jakby mówiła „obecna”)

Krysia - To jest pani profesor Maria Nizińska, znany psycholog i historyk.

Maria - Pani Krystyno, pani mnie chyba przecenia?

Iwona - Kiedy to prawda! Czytałam pani opracowania historyczne! Super! Szczególnie to o wojnie bolszewickiej!

Maria - Pani Iwono. Parę artykułów nie czyni z człowieka ani geniusza ani historyka.

Krysia - Pani Mario. Za dużo skromności. Wszystkie wiemy, że jest pani autorytetem w wielu dziedzinach.

Maria - No cóż! (nieskromnie) Skoro pani tak mówi! Pani Władysławo! Wiem, że dziwnie to zabrzmi ale miło mi panią poznać.

Krysia - (śmiejąc się) Brzmi trochę fałszywie biorąc pod uwagę okoliczności.

Władzia - A pani?

Maria - To jest Krystyna Przybylska.

Teresa - (jakby teraz do niej coś dotarło) To pani czytała te artykuły w piśmie MKZ-u?

Iwona - Teraz to dopiero do ciebie doszło? Szybka jesteś.

Krysia - Tak, to ja. Jestem tez członkiem Zarządu MKZ. Polonistka.

Władzia - (ironicznie) O! to będę w doborowym towarzystwie! A już myślałam, że tu będą same złodziejki i ..te…no… z hotelów

Maria - (ignoruje zdanie Władzi) Teraz już się wszystkie znamy, więc pora na opowieść. Z jakiego strajku panią przywieźli?

Władzia - To było tak…jak ogłosili stan wojenny…

Maria - Stan wojenny?

Władzia - (patrzy po zdziwionych twarzach) To panie nic nie wiedzą?

Krysia - Siedzimy tu od wczoraj. Co ja mówię? Od przedwczoraj. Skąd mamy wiedzieć?

Maria - Kto ogłosił?

Iwona -  Wojna?

Władzia - No tak jakby. Wczora rano generał Jaruzelski wystąpił w telewizorze i powiedział, że dosyć już bezprawia i tych…no..wyr…wyw..

Krysia - Wywrotowców.

Władzia - No właśnie. I rządów Solidarności. Że czas przywrócić porządek…i  tego….no…czas coś zmienić

Maria - Jezus Maria! (załamuje ręce)

Krysia - Skurwysyny!

Władzia - To jak to usłyszałam, to tak sobie myślę, trzeba lecieć do fabryki. Nie? Ja tam pracuję. Jako brygadzistka. No to poszłam. A tam już nocna zmiana ogłosiła strajk. Myślę sobie, ja we władzach Solidarności, to muszę zostać. Nie? No bo jak to inaczej? Ale nie chciałam. Tylko, że inaczej nie mogłam. Co by w brygadzie powiedzieli?

Krysia - Dlaczego pani nie chciała zostać?

Władzia - Bo tak jakoś straszno na tych ulicach. Jak szłam do huty to na ulicach samo wojsko i czołgi. A ja mam małe dzieci. Dwójkę. Ale, że mnie wybrali to nie mogłam inaczej.

Teresa - Czołgi? Na ulicach? Czy ktoś nas zaatakował?

Maria - Rząd zaatakował własne społeczeństwo.

Iwona - A ruscy?

Władzia - (naiwnie) Ruskich na ulicach nie widziałam. I co ja tera zrobie?

Krysia - I co dalej? Poszła pani na strajk i co było potem?

Władzia - No…strajkowaliśmy. Plakaty, petycje, odezwy…aż tu nagle przyjechali czołgami, rozwalili bramę i po strajku! Ludziska bili się z nimi jak na wojnie. Tyle, że oni mieli pały i kaski a my nie. No! Niektórzy mieli pręty… ale nie wszyscy. Przyjechały też armatki wodne i tak nas zlano, że aż hej! A wiecie jak zimno? Całe mnie kolano boli jak mnie jedna taka do ziemi strumieniem przygniotła!

Krysia - Boże! Nawet nie zauważyłyśmy, że pani ma jeszcze na sobie mokre rzeczy! Niech pani to zdejmuje!

Władzia - E! tam! Już prawie wyschło! Kurtka była mokra alem ją zdjęła. Nie wie pani, że jak w koszarach żołnierzy zmoczy to muszą iść spać w tym mokrym bo to wtedy schnie na człowieku. A jak się rozbiorą to potem musza włożyć mokre rzeczy bo to nie wyschnie tak szybko i choroba gotowa. Mąż mi powiedział…jak był woju… to tak robili.

Maria - Boże miej nas w swej opiece. Proszę się poprzykrywać kocami. (opatula Władzię kocami) Tu jest tak zimno, że gotowa pani dostaćzapalenia płuc.

Iwona - To barbarzyństwo! Trzeba coś zrobić!

(Podbiega do drzwi i zaczyna w nie walić pięściami)

Iwona - Skurwysyny! Dajcie coś ciepłego do picia! Chamy!

Krysia - Niech pani się uspokoi. To nic nie da. Ciekawe co oni z nami teraz zrobią?

Maria - Zawsze mogą nas zesłać na Syberię, albo przetrzymać Bóg wie ile.

Teresa - (histerycznie) Nie mogą tego zrobić! Nie mają prawa! Studiuję prawo i wiem, że nie mogą tego zrobić! Myśmy nic nie zrobiły!

Maria -  Dziecko drogie. Zrobić to oni mogą wszystko! Mają armię i milicję. Mają więzienia i sądy. Fikcyjna rozprawa i znikasz na lata w wiezieniu. Tak było w latach 50-tych, 60-tych i 70-tych. Nic się nie zmienia. To tylko pozory wolności a robią to tak samo tylko w białych rękawiczkach.

Krysia - (do Iwony) A MKZ? A Gdańsk?

Władzia - Wszyscy siedzą. A ci co jeszcze nie siedzą to będą siedzieć. Telefony nie działają, w telewizorze tylko o tym mówią a każdy w mundurze…Boże! Co ja zrobię! Co ja zrobię! Ja mam dwójkę małych dzieci…i firanki mi się moczą od dwóch dni… zniszczą się.

Krysia -  Boże! Też mam córkę. (obejmuje Władzię ramieniem) jest w szpitalu. Mam nadzieję, że nic jej nie jest. Ona co prawda ma już 15 lat i świadoma jest tego co się dzieje….ale teraz strasznie musi się bać.

Maria -  A mąż?

Krysia - Możliwe, ze siedzi gdzieś obok. Mam przyjaciół. Nie pozwolą jej zginąć.

Maria - Byle nie zabrali jej do domu dziecka, bo przeżyje tam piekło. Nie jest jeszcze pełnoletnia a jeżeli rodziców nie ma to państwo musi się dzieckiem zaopiekować.

Krysia - Oby nie! Ona nie da się tak łatwo tam wziąć.

Maria - Obawiam się, że może nie mieć wyjścia. Tak jak my.

Teresa - Może nas wypuszczą?

Iwona - To ze ślubu nici! (Teresa zaczyna płakać)

Krysia - Jaki ślub?

Teresa - Mój! (szlochając) 19-go mam wziąć ślub

Krysia - Może do tego czasu nas stąd wypuszczą.

Teresa - Ale pewnie nie wypuszczą Zygmunta. Pewnie tu siedzi gdzieś obok. Tato mnie zabije!

Maria - Biedne dziecko.

Władzia - (do siebie) Co ja zrobiłam? A mój mąż ciągle mi powtarzał, że baba to ma w domu siedzieć a nie biegać na zebrania.

Iwona - No to po co pani to robiła?

Władzia - Tak jakoś wyszło. Jak powstała Solidarność to się zapisałam, bo wszyscy tak robili. A jak wybierali zarząd to mnie wybrali bo ja uczciwa jestem i no… mam gadane. Nie? No to zostałam w tym zarządzie. Fajnie tak raz w życiu być słuchanym … być kimś. A przecież mówili, że się będą z Solidarnością dogadywać … to czego miałam się bać? Ale pomyśleć, żeby w kiciu wylądować? Co sobie sąsiedzi pomyślą?

Krysia - Nic złego sobie nie pomyślą.

Iwona - Będzie pani bohaterką. Siedzi pani w słusznej sprawie.

Władzia - Słuszna sprawa słuszną sprawą ale żeby siedzieć w wiezieniu to już co innego. Jak ja się im na oczy pokażę? I firanki? Pewnie już je szlag trafił! Co ja zrobię?

Maria - Niech się pani nie martwi, jakoś to będzie.

Władzia - Ale firanki! (wybucha płaczem)

Krysia - Jakie firanki? Co pani mówi?

Władzia - (szlocha) No przecież mówiłam, że moczą się od dwóch dni!

(Drzwi otwierają się ze zgrzytem. Staje w nich klawisz)

Klawisz - Te! Wy! Kolacja! Baczność!

Krysia - Nie jesteśmy pana koleżankami aby zwracać się do nas per WY

Klawisz - Baczność mówię! Jak wchodzę to się staje na baczność!

Krysia - Kto? My? Pan sobie raczy żartować.

Iwona - Na baczność to sobie może stać pan!

Klawisz - (wściekły) Wy! Dawać menażki! Chcecie żreć?

(Maria, Władzia, Teresa i Iwona podchodzą z menażkami. Klawisz coś wlewa i kładzie po kromce chleba)

Iwona - To wszystko? To ma być kolacja?

Teresa - Jestem tak głodna, że nawet to zjem.

(Iwona i Teresa siadają przy stoliku)

Klawisz - (do Krysi) Chce jeść czy nie?

Krysia - Pan mówi do mnie?

Maria - Niech się pani nie buntuje. Jest tak zimno, że powinna pani wypić cos ciepłego. Naprawdę nie warto na złość mamie odmrozić sobie uszu. Proszę mnie posłuchać.

(Krysia podchodzi ze swoją menażka. Klawisz nalewa jej w ciszy kawy, kładzie chleb i wychodzi.

Krysia i Władzia siadają na pryczy. Maria na krześle.)

Krysia - (trzymając menażkę) Płakać mi się chce jak to widzę. To nawet nie jest podobne do kawy, nie mówiąc, że smakuje jak pomyje.

Maria - Ale jest ciepłe, pani Krystyno. Nie wolno nam zachorować. Musimy być silne bo nie wiadomo co będzie dalej. No, niech pani je. Panie też (zwraca się do innych). Nie takie rzeczy jadłam w swoim życiu i przeżyłam. Wierzcie mi, najważniejsze to żyć.

Krysia - Ma pani rację. (upija łyk krzywiąc się ze wstrętem)

Iwona - Niedobrze mi się robi. Ten chleb ma ze sto lat.

Teresa - Musimy jeść (patrzy na chleb z obrzydzeniem) Pani Maria ma rację.

Władzia - Obrzydlistwo! A nie zrobiłam jeszcze zakupów na święta!

Maria - Pani Władziu! Proszę się uspokoić i przestać płakać. To nic nie da a tylko rozboli panią głowa.

Władzia - Ale moje firanki!

Krysia - (podniesionym głosem) To się zniszczą…trochę odwagi! Chryste!

Władzia - Ale…ale…(szlocha)

Teresa - Pani mąż pewnie już je wyprał.

Władzia - On? On nawet palcem nie tknie w domu. A na piwo to pewnie poszedł! (zawodzi) moje dzieci, moje firanki, co sobie sąsiedzi pomyślą?

Iwona - Ja tu oszaleję!

(Nastaje konsternacja. Władzia zawodzi i kiwa się w przód i w tył, trzęsą się jej ręce. Rozlewa kawę.

Krysia wyjmuje menażkę z jej ręki)

Maria - To nerwowe. Reakcja na stres i strach. (podchodzi do Władzi i kładzie jej rękę na ramieniu)

Krysia - Przejdzie jej to. (do Władzi) Wszystkie jesteśmy zdenerwowane. Nie wiadomo co się dzieje i co z nami będzie. Niewiedza jest najgorszym stanem. My też nie wiemy co nas jutro czeka, co się dzieje z naszymi rodzinami? Czy są zdrowi?

Maria - Nigdy nie zapomnę tego strachu, który codziennie towarzyszył nam na Syberii. Czy jutro nie będzie gorsze? Czy przeżyjemy? Gdzie jest ojciec? Co z nami będzie?

Iwona - Ojciec pani nie był z panią na Syberii?

Maria - Nie. Został rozstrzelany w Katyniu. Ale tego wtedy nie wiedziałyśmy z mamą.

Władzia - Gdzie?

Krysia - Nie ważne. Obawiam, że będziemy miały nadmiar czasu aby o tym opowiedzieć.

Maria - Ten strach towarzyszył i towarzyszy wszystkim prześladowanym w naszym kraju. Nie należy się go wstydzić. Strach to przywilej, bo to oznaka człowieczeństwa tak samo jak współczucie.

Krysia - Każda z nas to przezywa, tylko każda inaczej.

(Władzia uspokaja się)

Teresa - Tylko, że panie tak spokojnie to wszystko znoszą. Jakby nic się nie stało, że bezprawnie siedzimy w tej norze. Ja tak nie potrafię! Boję się!

Maria - Spokój jest pozorem. Ja też się boję, o syna, o wnuki, o matkę. Ma już ponad 80 lat. Też się boję.

Krysia - Ja też.

Iwona - (szeptem) I ja.

(Ze zgrzytem otwierają się drzwi i wchodzi klawisz)

Klawisz   Oddawać buty i okulary! No! Już!

(Kobiety spokojnie zdejmują buty i okulary)

Iwona - Zauważyłyście, że nie mówi do nas „baczność”!

Krysia - I tak wie, że nie wstaniemy

Władzia - Po co to wszystko?

Maria - Regulamin! Mogłybyśmy w nocy sobie coś zrobić. Pociąć się szkłem albo powiesić się na sznurówce.

Teresa - Ale w dzień też możemy to zrobić.

Władzia - No właśnie!

Maria - Ale tu chodzi o to aby nas upokorzyć.

Krysia - I udaje im się to.

(Oddają rzeczy klawiszowi, ten wychodzi i zamyka drzwi)

Iwona - (krzyczy za nim) Mówi się dobranoc!

Teresa - Jak my się tu pomieścimy? Ja będę spała z Iwoną. Dobrze?

Krysia - Tak będzie cieplej. Pani Władziu, chyba zmieścimy się razem. (układa się na pryczy) Ale te koce śmierdzą. I

Teresa - I twardo.

(Kobiety układają się. Gaśnie światło.)

Głos - Cisza nocna!

(Chwila ciszy)

Teresa - Zimno mi

Krysia - Mnie też

Iwona - I mnie

Maria - Pomódlmy się. Za jutro. Za to co nas czeka. Poprośmy Boga o łaskę.

Iwona - (sarkastycznie) Akurat to coś pomoże.

Maria - (szeptem) Ojcze nasz, któryś jest w niebie, święć się imię twoje…..

(Powoli kobiety przyłączają się do modlitwy)

Szept - …Zdrowaś Mario, módl się za nami wszystkimi. Teraz i w godzinę śmierci naszej. Amen.

  

AKT II

19 grudnia. Popołudnie. Cela jak wcześniej. Na jednej pryczy siedzi Iwona z głowa podpartą na

dłoniach. Przy stole siedzą Maria i Władzia. Wszystkie są nieświeże, zmęczone, mają potargane

włosy. Maria cicho się modli.

 

Iwona - Dlaczego pani się ciągle modli? To nic nie pomoże.

Maria -  (podnosi na nią oczy) Nie wiem czy pomoże ale pozwala mi zachować spokój. To już siódmy dzień. Muszę mieć cos co zachowa mnie przy zdrowych zmysłach. Nie mogę cały czas myśleć o tym co się dzieje. Lub raczej co wyobrażam sobie co się dzieje. (wzdycha)

Władzia - Oj! Chyba się dzieje! Codziennie kogoś zwożą i wywożą. Tam (wskazuje na okno) ciągle widać światła aut. I słychać warkot motorów.

Iwona - Nie daje to spać w nocy. Często budzę się z przerażeniem i zastanawiam się czy nie wpadną na genialny pomysł wywiezienia nas gdzieś daleko stąd.

Władzia - (do Iwony) Boisz się?

Iwona - (niepewnie) Nie. Przecież wiedziałam co robię! Tak przynajmniej mi się wydaje.

Maria -   Bać się należy. Człowiek, który się nie boi, nie ma wyobraźni. Myślałam, że jeżeli przeszłam Syberię, przeżyłam śmierć ojca, aresztowanie męża w latach 60-tych, to już nic nie będzie mnie w stanie przerazić. (wzdycha) Ale do tego człowiek nigdy się nie przyzwyczaja. Boję się tak samo jak bałam się przez całe moje życie. (podchodzi do okna) Znowu wyjeżdżają.

Iwona - To dlaczego pani działała w opozycji?

Maria - Miałyśmy sobie mówić po imieniu.

Iwona - Jakoś tak głupio. Mogłabym być pani…twoją studentką

Maria - A tu jesteśmy sobie równe. O co pytałaś?

Iwona - Czemu działałaś w opozycji skoro się bałaś?

Maria - Właśnie dlatego, że się bałam. Nikt nie może ciągle żyć w strachu. Że przyjadą, że wywiozą, że zabiorą męża, dzieci, że zabiją. Tak żyć nie można. To poniżej godności. Chciałam aby mój syn żył w innym kraju a wnuki dorastały w normalności. Rok 68, potem 70-ty. Taka byłam dumna, że nareszcie, po tylu latach wygraliśmy tę bezsensowną wojnę. I znowu się nie udało. A już tak byliśmy blisko. (chowa twarz w dłoniach) Co oni robią? Tak bardzo się o nich martwię.

Iwona - O mnie nikt się nie martwi.

Władzia - Opowiadasz! Na pewno ktoś jest!

Iwona -   Nikt! No, może babcia. Mama już nie żyje, a tata….po prostu się nie dogadujemy. On chciał abym wyszła za mąż, została na roli. A ja chciałam jechać do miasta. Na studia. Dlaczego tylko brat miał być wykształcony? On skończył technikum mechaniczne. Wiesz? Jest dumą mojego ojca. Miał otworzyć warsztat a ja miałam zostać na gospodarstwie. Ale ja nie chciałam. I tak patrzyli na mnie krzywo jak poszłam do ogólniaka a potem złożyłam na socjologie. I udało się! Dostałam się! Robię już dyplom a ojca od tego czasu nie widziałam. Zapiekł się w sobie i nie odpowiada ani na telefony ani na listy.

Władzia - No coś ty? Naprawdę? Honorowy chłop!

Iwona -   Raczej uparty. Tylko do babci czasami jeżdżę. Gospodarstwo przejmie brat. O Boże! Jego rok temu wzięli do wojska! On może być teraz tu gdzieś na ulicach! Chryste Pani! Może nawet pilnuje teraz mnie.

Maria - Dwie strony barykady. Rodziny podzielone przez los. Rozdzielone przez przypadek, podzielone już na zawsze.

Władzia - A tu? Nie masz nikogo?

Iwona -  Nie! Mieszkam w akademiku. Mam znajomych z KPN-u, kolegów i koleżanki z roku … ale oni mają teraz swoje sprawy. Kto się będzie przejmował brzydką, samotną dziewczyną, która na swoje własne życzenie siedzi teraz z podziemiach komisariatu. Pewnie nawet o mnie nie pamiętają.

Maria -  Iwonko. (podchodzi i głaszcze ją po włosach) Jeżeli to są prawdziwi przyjaciele to pamiętają, a jeżeli nie to nie warto pamiętać o nich.

Iwona - Tak sądzisz? Ale nie jest to miłe uczucie gdy się wie, że się jest samemu jak palec.

Maria -  Każdy jest na swój sposób samotny. Tylko jedni mają do kogo mówić a inni nie. Jak przychodzi co do czego to człowiek jest zawsze sam na tym świecie i sam musi przez wszystko przejść. Jesteś młoda, zdolna, ambitna…

Władzia - Święta racja!

Iwona - I brzydka…

Maria - Tak nie wolno ci mówić. Pewnego dnia zjawi się ktoś dla kogo będziesz ta najpiękniejszą na świecie.

Władzia - W tym … no … w tej organizacji… to nie ma nikogo, kto by ci się podobał?

Iwona -  Podoba? Kto by na mnie zwrócił uwagę? Gdyby nie fakt, że wstąpiłam do KPN-u, że mówię na wiecach, że załatwiam, protestuję, krzyczę, to nikt by nie wiedział, że taka osoba jak ja w ogóle istnieje!

Maria - Masz jeszcze czas. Zobaczysz.

Władzia - Może czasami i lepiej być samym. A nie jak ja. Użeram się z tym swoim starym już od 7 lat. I co? I nic! Ja swoje a on swoje. Ja jedno a on drugie. Skaranie z takim mężem! Jak pójdzie z kolegami na piwo to potem w domu burdy urządza. Tak że aż strach! Krzyczy, awanturuje się. Wstyd! A tu dwoje małych dzieci. Adaś ma 6 lat a Julka 4.

Maria - To kto się nimi teraz zajmuje?

Władzia - A pewnie teściowa. A któż by inny. Stachu to nawet sam jajecznicy nie zrobi bo mówi, ze siedzenie w garach ujmę mu przynosi! A teraz to pewnie z wielkiej żałości to poszedł i się upił!

Maria - Teściowa mieszka z wami?

Władzia - No! Mieszka! A w kość daje tak że hej! Zrzędzi jak jasny pieron. Już mi się dostanie z dwóch stron jak wrócę.

Iwona - A ty? (zwraca się do Marii) A twój mąż?

Maria - Był dobry, aż za dobry. Tylko że odszedł?

Władzia - Taki dobry i zostawił?

Maria - Umarł dwa lata temu. Na zawał. Zawsze był chory i miał słabe serce. Trzeciego zawału już nie przeżył.

Iwona - Przykro mi.

Władzia - Mnie też. Przepraszam.

Maria  - Nie ma za co. Taki już jest nasz los. Ktoś zawsze kogoś musi zostawić. Na to nie ma rady. (wstaje i podchodzi do drzwi) Co oni je tak długo trzymają? To już chyba parę godzin jak zabrali Krysie i Teresę?

Iwona - Chyba tak ale odkąd zabrali nam zegarki w ogóle straciłam poczucie czasu.

Władzia - No! Tylko po jedzeniu można się zorientować, czy to rano czy wieczór.

Iwona - Dziś miał być ślub Teresy. Płakała w nocy. Pomyśleć, ze zamiast w białej sukni spędza ten dzień w norze.

Władzia - Chyba je wywieźli?

Iwona - Weź nie strasz! Co ty?

Maria - Módlmy się aby szczęśliwie wróciły. Tylko to możemy dla nich zrobić. Ojcze nasz…

Władzia - (do Iwony) Ty już byłaś przesłuchiwana? Nie? Ty też Mario? Jak to jest? Biją?

Maria - (przerywa modlitwę) Jeszcze nie ale nigdy nic nie wiadomo. Kapitan Dziwisz … tak chyba się nazywał? Tak … Dziwisz … Próbował mnie wciągnąć w dyskusje na temat wyższości świąt Bożego Narodzenia nad Wielkanocą. (Iwona zaczyna się śmiać)

Władzia - Że co?

Iwona - Nic! To tylko taka dyskusja o niczym. Jedno mówi swoje a drugie swoje.

Władzia - To tak jak ja ze swoim starym.

Maria - (uśmiecha się dobrodusznie) Coś w tym rodzaju. Ale raczej milczy. Nie odezwałam się do kapitana ani słowem.

Iwona - Milczałaś dwie godziny?

Maria - Calusieńkie. Ale wydawało mi się, że trwa to wieczność

Władzia - Czego chcieli? Boje się co mam robić jak mnie wezmą.

Maria - Chcą nazwisk, telefonów, kto co robił, czym się zajmował

Iwona - Chcą z nas zrobić donosicieli.

Władzia - Straszą? Co mam robić?

Maria - Milczeć i nie wdawać się w dyskusję

Iwona -  Mnie straszyli ojcem. Że może mu się coś stać. Przez przypadek. I że dobra wnuczka powinna się opiekować schorowaną babcią. Prawie się załamałam ale pomyślałam, że to ich stare metody. Jestem za mało ważna aby bawili się w coś takiego. Musieliby spowodować wypadki wśród połowy społeczeństwa, a to przecież niemożliwe.

Maria -  Nie doceniasz ich. Wywieźli tysiące ludzi na Syberię, miliony zgładzili na Ukrainie, setki umarło w więzieniach. Setki umarło od tortur. Zrobią wszystko jeżeli tylko to pozwoli im się utrzymać przy władzy. Nie o taką Polskę nam chodziło.

Władzia - Matko Bosko! Jezus Maria! A co jak zrobią to co mówią? Co jeżeli mi męża zabiją?

Iwona - Będziesz miała święty spokój.

(Maria patrzy na Iwonę ganiąco)

Iwona - No co?

Władzia - Coś ty? Co ja bym bez chłopa poczęła?

Maria -  Nic mu nie będzie, Władziu. Ale trzeba też wybrać. Albo swoją godność i honor, albo uległość. Setki ludzi potraciło swoich bliskich w imię sprawy. I nie załamały się. Może właśnie dlatego? Złość jak tkwi w człowieku po stracie najbliższej osoby wyszlachetnia charakter, dodaje mocy i uskrzydla w cierpieniu. Taki człowiek już nie daje się złamać, bo nie ma już nic do stracenia. To tylko kwestia wyboru. Mnie zawsze uczono, że godność jest najważniejsza. Mogą straszyć, bić, zabijać, byle nie złamać. Byle czuć się wolnym tu (kładzie rękę na sercu) tu w środku! A że czasami to boli? Cóż! Jeszcze bardziej boli świadomość, że się jest …

Iwona - Szmatą.

Władzia - No nie wiem! Ale można żyć i być szczęśliwym.

Maria - Szczęście to pojęcie względne.

Władzia - Nie rozumiem

Maria - Dla jednego szczęście to bezpieczeństwo a dla drugiego honor.

Władzia - No … a rodzina? Nie dba pani o nich?

Maria - Dbam … i bardzo ich kocham. Zrobiłabym dla nich wszystko…

Władzia - No właśnie!

Maria - … ale nie kosztem swojej godności. Nie mieliby do mnie szacunku. A tego najbardziej chciałam ich w życiu nauczyć.

Władzia - Dziwne! Żeby tak być upartym kosztem rodziny … Nie wydaje mi się … no … żeby ….tak

Iwona - A ty miałabyś czyste sumienie gdyby ktoś cierpiał przez ciebie tylko dlatego, że go wydałaś? Spałabyś w nocy?

Maria - Kwestia wyboru, Władziu. To tylko kwestia wyboru.

Iwona - Dlaczego tak ich długo nie ma?

Maria - Pomódlmy się …

(Mija parę chwil. Słychać zgrzyt klucza, otwierają się drzwi i wchodzi zapłakana Teresa. Siada na pryczy i płacze.)

Maria - Co się stało?

Teresa - Nic!

Iwona - Tereniu! Powiedz co się stało?

(Znowu zgrzyt klucza, otwierają się drzwi i wchodzi Krysia. Przez cały drugi akt kaszle. Widać, że ma gorączkę i trzyma się za lewy bok. Widać, że ją boli)

Iwona - (zrywa się na równe nogi) Jak dobrze, że już jesteś! Tak bardzo bałyśmy się o ciebie. Jak się czujesz? (przykłada rękę do czoła Krysi) Oj chyba nie najlepiej.

Krysia - Nic mi nie będzie. To tylko atak kolki nerkowej. Jestem chora na nerki od lat. Co się jej stało? (wskazuje na Teresę)

Iwona - Jeszcze nie wiemy.

Maria - Krysiu, połóż się. Nie było cię całe wieki. Trzeba cię otulić kocem bo masz gorączkę i oprócz nerek to ty po prostu jesteś zaziębiona. (Krysia kładzie się, Maria otula ja kocem) Co ci jest Tereniu.

Teresa -  Wychodzę.

Maria - I dlatego płaczesz?

Teresa - To była najbardziej upokarzająca chwila w moim życiu!

Maria - Uspokój się i opowiedz wszystko od początku.

Teresa - Zabrali mnie do pokoju na górze. A tam był mój ojciec! Wściekły jak pies. Poprosił oficera żeby nas zostawił. On był w mundurze!

Iwona - Kto?

Teresa - Mój ojciec. Już nigdy nie odezwę się do niego. Krzyczał, że rujnuje mu karierę, że zadaję się z kryminalistami! Wrogami narodu! Że jeszcze się ze mną policzy. Że oni z matką od zmysłów odchodzili co się ze mną dzieje. I jak mu powiedzieli, że tu jestem to mało go szlag nie trafił. Nawet uderzył mnie w twarz! (płacze)

Krysia - No już uspokój się. Zaraz stąd wyjdziesz. (na jej twarzy widać ból)

Teresa - Ale ja nie chcę! Ja nie mogę z nim być pod jednym dachem! Nie po tym co zrobili w Wujku!

Maria - Gdzie?

Teresa - W kopalni Wujek na Śląsku. Ojciec mi mówił a powiedział, że ma informacje z pierwszej ręki. (wpada w histerię) Oni tam zabili siedmiu górników

Krysia - (przerażona kaszle) Kiedy?

Teresa - Przedwczoraj.

Maria - Jak to zabili?

Teresa - Zabili! Zabili! Po prostu zabili z zimną krwią! Czołgi na ulicach, godzina policyjna, szkoły zamknięte, nie ma telefonów. Biją na kogo popadnie na ulicach. Aresztowania, represje. Wojna! Normalna wojna! A mój ojciec mówi, że to dla porządku publicznego. Zygmunta też wzięli. Jest w Załężu.

Maria - To bardzo ciężkie więzienie.

Teresa - Ja nie chcę z nim iść! Nie z nim! Zygmunt! Dlaczego nie wzięliśmy ślubu wcześniej?

Iwona - Obawiam się, że teraz to już nie weźmiecie.

(Zgrzyt klucza w zamku, wchodzi klawisz)

Klawisz - Rzepecka! Idziemy!

Teresa - (zrezygnowana, cicho) Ale ja nie chcę!

Maria - Posłuchaj mnie dziecko. Pamiętaj! Ty nie jesteś winna temu czym jest twój ojciec. Jesteś dorosłą i mądrą dziewczyną (chwyta ją za obie ręce) Jak stąd wyjdziesz to będziesz wiedziała co masz zrobić. Idź do kurii. Jak będziesz chciała pomóc to tam na pewno znajdziesz radę. Decyzja należy tylko do ciebie. Bądź wierna temu w co wierzysz. I idź do każdej z naszych rodzin i powiedz im, gdzie jesteśmy i … że ich kochamy. Mój syn mieszka na Batorego 7 przez 14. Zapamiętasz?

Teresa - Batorego 7 przez 14. Tak.

Krysia - Idź też do moich. Łokietka 23 przez 1. Powiedz im, że bardzo ich kocham. (ma łzy w oczach) Tylko nie mów, że choruję. Dobrze?

Teresa - Dobrze. Chociaż nie wiem czy to mądre.

Władzia - A moi mieszkają na krzywej 6 przez 10. Tylko się nie zdziw jak zobaczysz pijanego chłopa. To mój mąż. A … Może lepiej tam nie idź.

Krysia - Powiedz im … niech będą dzielni … wrona orła nie pokona (składa palce w V)

Maria - Ty też bądź dzielna. (obejmuje ją)

Krysia - Głowa do góry. Więcej tam możesz zdziałać dla ojczyzny niż my tutaj.

Iwona - Trzymaj się … i przepraszam …za to, ze byłam złośliwa.

Teresa - Nie przepraszaj … aaa …ojciec dał mi papierosy i zapałki.

Klawisz - Idziemy Rzepecka!

(Wychodzą, drzwi zamykają się. Kobiety wyjmują papierosy z paczki, zapalają. Cisza.)

Iwona - Nie wziął nam zapałek.

Maria - Ciekawe jak sobie poradzi. Nie jest w najlepszej sytuacji. Zygmunt w więzieniu. W rodzinie raczej pomocy nie znajdzie. Jak się czujesz Krysiu?

Krysia - Okropnie. Zawsze chorowałam na nerki. To zimno im nie pomaga.

Maria - I masz gorączkę.

Krysia - Bo jestem zaziębiona a wtedy zawsze oddzywają się nerki.

Maria - Nie wezwali do ciebie lekarza jak byłaś na górze?

Krysia - Owszem, chcieli … ale ja nie chcę ich lekarzy konowałów.

Maria - Źle robisz. Przykryj się. (otula jeszcze Krysię swoim szalem)

Krysia - Córka nie jest w szpitalu.

Iwona - Że co? Jak to nie jest?

Władzia - Przecież mówiłaś, ze jest chora?

Krysia - Bo jest. Wypuścili ją.

Maria - Przecież mówiłaś, że jest ciężko chora? Jak mogli ją wypuścić? Kiedy poszła do szpitala?

Krysia - 11-go rano a 14-go miałam mieć jej ostateczne wyniki.

Władzia - Na co jest chora?

Krysia - Podejrzewają białaczkę.

Maria - Jezus Maria.

Krysia - Wypuścili ją po trzech dniach. A raczej pewnie kazali lekarzom ją wypuścić. Nie wierzę, żeby sami podjęli taką decyzję. Bardzo się o nią boję.

(Iwona podchodzi do drzwi i wali w nie pięścią)

Klawisz - Czego?

Iwona - Ognia Franciszku!

Maria - Przecież mamy zapałki?

Iwona - Ojej! Widzisz!? Przyzwyczajenie drugą naturą. Zapomniałam.

(Otwierają się drzwi)

Klawisz - Czego?

Iwona - A nic! Franciszek już może odejść (robi gest jakby odprawiała służbę)

Klawisz - Ja ci, kurwa, zrobię taki gest! Rączki poprzetrącam!

(Iwona zanosi się ze śmiechu)

Iwona - Zamknij drzwi ty chamie! Widzisz, że nie pasujesz do towarzystwa?

(Wszystkie wybuchają śmiechem a wściekły klawisz zatrzaskuje drzwi)

Klawisz - (zza drzwi) Jeszcze się z wami, kurwa,  pobawimy!

Krysia - Oni nie bardzo wiedzą, co z nami zrobić.

Maria - Nie mają dyrektyw. Nie wiedzą czy bić czy być grzecznym. Ale niedługo się dowiedzą.

Krysia - I wtedy miej nas Panie Boże w swojej opiece.

Iwona - Ale wracajmy do tematu. (do Krysi) Mówiłaś, ze wypuścili twoją córkę.

Krysia - (siadając na pryczy) Twardo tu. Kapitan Dziwisz …

Maria - O! stary znajomy … to on rozmawiał ze mną wczoraj.

Krysia - Powiedział, że potrzebują miejsc w szpitalach i dlatego moja córka jest w domu … bo przecież nie jest obłożnie chora. A że jej stan nie jest taki dobry … a raczej … jak to określił …raczej krytyczny … więc powinnam teraz z nią być. I że to mój obowiązek matki.

Maria - Stare metody. Tak jakby jej miejsce na oddziale dziecięcym miało pomóc w ich wojnie.

Władzia - No i co? Wypuszczą cię?

Krysia - Powiedział, że bardzo przejmuje się stanem mojej rodziny i że jak do nich wrócę to może znajdzie się nawet miejsce w szpitalu.

Iwona - Akurat! Szantażują cię!

Krysia - No i że on pomoże mi stąd wyjść.

Maria - W zamian za co jeśli mogę spytać?

Krysia - (śmiejąc się) O! Niewiele. Wystąpienie w telewizji i poparcie WRONY, wywiad do gazety potępiający kryminalną i wywrotową działalność Solidarności. Ach! No i podpisanie lojalki.

Władzia - Podpisanie czego?

Maria - Lojalności wobec istniejącej władzy i przewodniej siły narodu.

Iwona - Że nie będzie się więcej występować przeciwko postanowieniom Wojskowej Rady Ocalenia Narodowego. Skurwysyny! Oni chcą nas ocalać?

Maria - Nie klnij! To nie przystoi dziewczynie.

Iwona - Ech! Bo ty zawsze umiesz być taka wyniosła i elegancka.

Władzia - I co? Podpisałaś?

Krysia - Chyba żartujesz? Oszalałaś? Nigdy w życiu!

Władzia - No a córka? Musisz podpisać!

Krysia - Po moim trupie! Nic nie muszę!

Władzia - Ja bym podpisała. Moja krzywda na nic by się tu zdała. Ja jedna nie naprawię świata. A być dobrą matką to też coś.

Krysia - Jestem dobrą matką.

Maria - Mówiłam ci Władziu, że to kwestia wyboru.

Władzia - Ładny mi wybór, kiedy ona zostawia chore dziecko.

Krysia - Nie zostawiam (smutno) Przecież jest mój mąż a jej tato. Oboje na pewno nie chcieliby abym to podpisała. Jeżeli ona naprawdę jest taka chora to co ja jej pomogę tym, że będę przy niej siedzieć? A tak to będzie miała świadomość, że się nie załamałam. To mądra i nad wiek dorosła dziewczynka. Ona to zrozumie bo wie, że ja kocham.

Maria - Krysiu! A może to tylko szantaż? Przecież lekarze nie mogą wypuszczać ze szpitala tak ciężko chorych osób, nawet jeżeli SB im każe. Mieliby czyjeś życie na sumieniu.

Krysia - Mam taka nadzieję.

Iwona - Maria ma rację. Albo nie jest taka chora i to tylko szantaż…

Maria - Albo nadal jest w szpitalu tylko ci tego nie mówią. Wolą abyś myślała, że to przez ciebie. Może nie jest taka chora?

Krysia - A jeżeli jest?

Maria - Musisz wierzyć że nie.

Krysia - Wiem o tym. Wierzę, że nic jej nie jest i że to nie była białaczka. Mam przyjaciół, lekarzy też. Zaopiekują się nią. Wiem o tym. Będą ze mnie dumni …

Maria - Na pewno. My też jesteśmy.

Krysia - Mimo wszystko boję się o nią, o siebie, o męża …

Władzia - Nie rozumiem … jak można …

(Otwierają się drzwi)

Klawisz - Kolacja!

(Kobiety zrezygnowane podchodzą z menażkami. Klawisz nakłada coś do menażek, kładzie chleb, do kubków brązową wodę i zatrzaskuje drzwi)

Iwona - Co to jest?

Krysia - Wygląda jak podgardle Olszowskiego.

(Śmieją się)

Władzia - Czegoś takiego w życiu nie jadłam.

Iwona - To w ogóle da się zjeść?

Maria - Nie bardzo … po tym to chyba można się jedynie pochorować (stawia menażkę na stole)

Władzia - Sama mówiłaś, że należy jeść.

Maria - I zjem, chociaż moje wrzody mogą tego nie wytrzymać. Po wczorajszej kolacji rozbolał mnie żołądek

Krysia - Ja tego nie zjem.

Maria - Musisz. Jesteś chora.

Krysia - I bardziej być nie zamierzam. Zjem to coś co przypomina chleb, ale tego na pewno nie. Całe życie się odchudzam to przynajmniej stracę parę kilo.

Władzia - Ale śmieszne … ale niektóre z nas są tu głodne

Krysia - No to życzę smacznego.

Władzia - Mogę zjeść za ciebie? (bierze menażkę Krysi)

Krysia - Proszę, na zdrowie.

Iwona - Jejku, jakie to obrzydliwe!

Maria - Krysiu, napij się kawy. Jest ciepła.

Krysia - (za śmiechem) Ty to nazywasz kawą?

Maria - Dobrze wiesz o czym mówię, nie zachowuj się jak dziecko.

Krysia - Jeżeli chcemy jeszcze trochę dzisiaj porozmawiać to lepiej tego nie pijmy.

Władzia - (z pełnymi ustami) Czemu?

Krysia - Bo dodają bromu abyśmy były spokojne

Władzia - Że co? Niemożliwe.

Iwona - A niby po czym tak dobrze śpisz?

Władzia - Ja tam zawsze dobrze śpię.

Iwona - Zaśpiewajmy coś.

Maria - No dobrze … to może? …

Iwona - Tylko nie „Czarną Madonnę”. Proszę. Ile można?

Maria - No to co?

Iwona - To co ułożyła wczoraj Krysia.

Władzia - Znowu nam się dostanie

Iwona - Im też

(Krystyna zaczyna śpiewać na melodię „Jeszcze jeden mazur dzisiaj, choć poranek świta”)

Krysia -  W chłodzie, głodzie, niepokoju

               Z chmurami nad głową

               Chcieliśmy budować Polskę

               Wolną i ludową

Wszystkie -  Ref.      A Solidarność od Gdańska do Piasta

                                   Przechowamy w naszych sercach

                                   Dojrzałą i jasną

               Choć zamknięci we więzieniach

               Duch w nas nie upada

               Wszyscy co zgwałcili naród

               Będą odpowiadać

                        Ref. A solidarność …

               Nie pomogą bramy więzień

               Na stłamszenie ducha

               Bo krakania podłej wrony

               Nikt przecież nie słucha

                        Ref. A Solidarność …

(W trakcie jak śpiewają ostatnią zwrotkę, drzwi się otwierają i wpada wściekły klawisz)

Klawisz - Stulcie pysk! (kobiety śmieją się) Na baczność! Na baczność mówię jak idzie władza!

Krysia - Jaka władza? Jaka władza?

Iwona - Pan naszą władzą?

Krysia - Przecież Lechu siedzi. To jest nasza władza!

Iwona - A może go tu przywieźli? Lechu! Lechu!

(dołączają inne kobiety)

Klawisz - Cicho! Stulcie pysk! Słyszycie!

Kobiety - Lechu! Lechu! Orła wrona nie pokona!

Klawisz - Kurwa, cisza! Oddawać menażki! Nie ma żarcia za karę!

(Iwona bierze swoja menażkę i rzuca w klawisza)

Iwona - Masz, jedz to!

(Klawisz szybkim ruchem pięści uderza Iwonę w twarz. Zapada okropna cisza. Klawisz szybko

zatrzaskuje drzwi. Iwona trzyma się za twarz. Nagle jakby jednym skokiem dopada do drzwi i

zaczyna walić w nie pięściami. Łzy płyną jej po policzkach. Podbiegają inne kobiety i też

walą pięściami w drzwi)

Kobiety -  Naczelnika! Żądamy naczelnika!

 

AKT III


Cela jak wcześniej. Dzień wigilijny. Krysia siedzi na pryczy. Widać, że nadal jest chora. Maria i

Iwona siedzą przy stole. Iwona ma podbite oko. Śpiewają piosenkę na melodie „Ukochany kraj”

 

Kobiety   To dla ciebie ukochana ziemio

               Stoją czołgi na rozstajach dróg

               To dla ciebie pałki i więzienia

               I obozów zardzewiały drut

               Na twym sercu zdradzieccy synowie

               Postawili ci podkuty but

               I oddali w hołdzie narodowi

               Beznadzieję, strach, zgrozę i głód

                        Ref.      Zrujnowany kraj, sponiewierany kraj

                                   Wygłodniałe i miasta i wioski

                                   Umęczony kraj, okaleczony kraj

                                   Zmarnowany, jedyny nasz polski

                                   Zrujnowany kraj i umęczony kraj

                                    Splugawione i godło i barwa

                                   Zrujnowany kraj, zakneblowany kraj

                                   Nasza godność, nadzieja i sztandar …

 

Maria - (wzdycha) Dzisiaj Wigilia

Iwona - Może nas wypuszczą?

Krysia - Jako prezent gwiazdkowy? (wstaje, siada na krześle, bierze papier i ołówek) Przynajmniej dali nam dzisiaj to (zaczyna pisać) W dodatku tępy.

Iwona - Przynajmniej powinni wypuścić te, które mają dzieci albo są chore. Ty (do Krysi) masz dziecko i jesteś chora, Władzia ma dzieci a ty (do Marii) masz wrzody i cierpisz na żylaki. Myślisz, że nie widzę jak cię nogi bolą?

Krysia - Zostałabyś sama (nie przerywa pisania)

Iwona - Fakt … o tym nie pomyślałam. Chyba bym nie chciała ..

Krysia - Czy wiecie, że jak wczoraj byłam na przesłuchaniu to na biurku leżała gazeta. Teraz wydają trzy gazety w jednej. Gazeta Krakowska, Dziennik Polski i Echo razem. Róg był tak założony, że można było przeczytać tylko „Ga …dzie …echo” Gadzie echo! Dobre nie?

Maria - Wspaniała nazwa! Bardzo mi się podoba. Pasuje!

Iwona - Gadzinówka! Cudowne!

Krysia - W każdym razie zapytałam Dziwisz czy mogę zerknąć. Nie uwierzycie co za bzdury tam wypisują. Sama propaganda i postanowienia. Zakazy i nakazy! Już nic nie wolno. Godzina policyjna, pełzająca kontrrewolucja, same slogany typu „wyzwolenie od chaosu” lub „elementy kryminogenne w szeregach solidarności”

Iwona - A że partia jest siłą przewodnią narodu nie było

Krysia - Też! W każdym razie zrobili z nas kryminalistów, obiboków, żądnych władzy wywrotowców i Bóg wie co jeszcze. (macha ręką z dezaprobatą)

Maria - (bawi się chustą) Stare metody. Najgorsze jest jednak to, że część ludzi naprawdę może w to uwierzyć.

Krysia - Mam nadzieję, że przez te półtora roku pokazaliśmy ludziom kim jesteśmy (znowu pochyla się nad kartką)

Maria - Władzia długo jest na przesłuchaniu. Ciekawe czy się złamie. Na pewno zaproponują jej podpisanie lojalki.

Iwona - I pewnie podpisze. (do Krysi) Do kogo piszesz?

Krysia - Do córki. Ale nie wiem o czym pisać. Mam być odważna czy napisać prawdę, że się boję. I tak pewnie połowę skreślą. Tak jak list, który dostała wczoraj Maria od syna. Sam nagłówek i reszta zaczerniona. Nie wiem co mam pisać. (zastanawia się) Jak ona sobie sama poradzi? Przygotowanie Wigilii, drzewko, zakupy. Jest teraz panią domu. I byle nie wpakowała się w coś. Jest buńczuczna i czasami nierozważna. Podejrzewam, że z kolegami i koleżankami już cos wymyślili. Ciarki mi przechodzą po plecach jak sobie pomyślę, że mogłaby się znaleźć w środku jakiejś manifestacji kiedy oni zaatakują.

Maria -  Jest młoda a to przywilej młodości. Bycie nierozważnym (uśmiecha się) Moja synowa nawet pierogów nie potrafi zrobić. Ale zrobiła habilitację, wiec jej to przebaczam. Jak ma ugotować jajka to bierze książkę telefoniczną.

Krysia - Moja córka też nie bardzo lubi znajdować się w okolicach kuchni, chyba, że podaję jej tam jeść. Ale teraz to co innego. Teraz jest panią na włościach. Ale jak ona sobie poradzi z pierogami, tego nie wiem?

Maria - Z czym robisz pierogi na Wigilię?

Krysia - (odkłada kartkę na bok) Z kapustą i ruskie. Do tego zawsze jest smażony karp i karp w galarecie. Barszcz czerwony z uszkami, kompot ze śliwkami i obowiązkowo miodówka.

Iwona - Co to jest miodówka?

Krysia - Pychota! Miód, cukier i spirytus. Musi się przegryźć przez co najmniej dwa tygodnie.

Maria - U nas zawsze jest czerwona kapusta i sękacz na deser.

Iwona - Sękacz? Nigdy nie jadłam.

Maria - To wschodnia potrawa a raczej ciasto, takie naleśnikowe, które leje się na rozżażone kręcące się rożno. (robi ruch rękami jakby pokazywała) Zawsze robię to na Wigilię. Im starszy tym lepszy. Palce lizać jakie to pyszne.

Krysia - I jeszcze kutia!

Maria - O! Tak. Pszenica, miód, mak i rodzynki. Rozpływa się w ustach.

Krysia - (śmiejąc się) I zostaje w postaci zbędnych kilogramów.

Maria - Absolutnie

Krysia - Mam mi opowiadała, że zgodnie ze wschodnim zwyczajem po Wigilii brało się trochę kutii na łyżkę i podrzucało do góry. Jeżeli przylepiła się do sufitu to nadchodzący rok miał być pomyślny. A jak nie, to znaczy, że pechowy. Zawsze z przerażeniem wyczekiwała Wigilii i chwili gdy starsi panowie rodu zaczną sobie wróżyć przy pomocy kutii.

Maria - A wyczyścić to potem?! Skąd była twoja mama?

Krysia - Ze Stanisławowa.

Maria - To tak jak moja rodzina!

Iwona -  Jaki ten świat mały? Jak was tak słucham to aż mi smutno. Już dawno nie zasiadałam do normalnej Wigilii z rodziną (wzdycha) Ciągłe kłótnie, narzekania. Przez ostatnie kilka lat Wigilie spędzałam tylko z babcią. Jakoś tak smutno wtedy było. To babcia ze strony mamy. Tylko my dwie i cisza. Babcia jest starsza i schorowana.

Krysia - U mnie zawsze jest multum ludzi. Rodzina, ciotki, samotni przyjaciele. Drzewko aż do sufitu i śpiewanie kolęd.

Maria - U mnie też. Szczególnie ten dzień umilają szkraby. Kiedy dostaną prezenty to jest taki rejwach i pisk, że aż uszy bolą. (śmieje się) Bo to co się robi w Wigilię to się robi cały rok. Dlatego w kieszeni trzeba mieć pieniądze i nie wolno się kłócić.

Iwona - Teraz już wiem dlaczego mam takie parszywe życie. Ale nic to …

Krysia - Jak mawiał Wołodyjowski.

Iwona - Ciekawe czy nas dzisiaj wypuszczą?

Maria - Bądźmy dobrej myśli.

Krysia - Jakoś trudno jest mi być optymistką. Szczególnie jak dzisiaj znalazłyśmy tą gałązkę pod drzwiami. (bierze do ręki gałązkę leżącą na stole) Ktoś chciał nam dziś umilić ten dzisiejszy dzień.

Maria - Lub powiedzieć, ze go tu spędzimy.

Iwona - Ciekawe kto to zrobił? I kiedy? Jak spałyśmy? Bo chyba nie ten … no wiecie który? … podobny do buldoga?

Krysia - Wątpliwe. Ten typ nie ma żadnych uczuć. A już na pewno nie potrafi współczuć. Ale wielu tu klawiszy.

Maria - Ewidentnie ktoś tu jest w miarę ludzki. Nie macie papierosów?

Iwona - To bardzo dobrze się kamufluje.

Krysia - Ja nie mam. Gdyby któryś z nich pokazał ludzką cechę to by go wyrzucili. Tu jest miejsce tylko dla zbirów junty.

Iwona - Rewelacyjne miejsce! Długo przesłuchują Władzię?

Krysia - Cicho! Ktoś idzie.

(Otwierają się drzwi. Wchodzi Władzia)

Iwona - (podchodzi do niej) Ni o co? Jak było? Opowiadaj! (sadza ją na krześle)

Władzia - E! tam … nic nie było. (spuszcza głowę)

Krysia - Jak to nic nie było? Milczałaś tyle czasu?

Iwona - Co ci mówili? Opowiedz.

Władzia - (nadal ma spuszczona głowę) Jak mówię, że nic to nic! (zrywa się i zaczyna składać swój koc w kostkę) Po prostu nic!

Iwona - Podpisałaś?!

Władzia - Mam dzieci i męża.

Iwona - Podpisałaś lojalkę! Jak mogłaś?

Krysia - (z rezygnacją) Podpisałaś, że nie będziesz robić tego w co wierzysz?

Władzia - (wybucha) Ja w nic nie wierzę! Wiem tyle, że mam dzieci i męża. I że oni mnie potrzebują! (do Krysi) Ty sobie możesz tu gnić dla idei. Ja nie zamierzam.

Iwona - (siada i chowa twarz w dłoniach) Jak mogłaś?

Maria - Zamącili ci w głowie.

Władzia - Nie zamącili tylko powiedzieli, że jak podpiszę to dadzą mi spokój. Mąż nie straci pracy a ja nie będę miała kłopotów. I tez nie stracę pracy!

Iwona - Ha! Nie będzie miała kłopotów!

Władzia - (podniesionym głosem) A żebyś wiedział, że nie będę miała! Wytłumaczyli, że to co robiłam było złe. I maja rację! Żeby mnie teraz nazywano kryminalistką!!!! Nie trzeba się było w to pakować! Wy se umierajcie za narody! Ja idę do domu.

Krysia - (z niedowierzaniem) Nie wierzę własnym uszom! I jak w tym kraju miało być lepiej?

Władzia - A co to da, że tu będę gniła? Nic! Świata nie zbawię!

Iwona - (zrywa się na równe nogi) To dla takich jak ty tu gnijemy! Żebyście wy mieli wolna Polskę! A ty co? Tchórzysz!

Władzia - A na co mi wolna Polska, kiedy siedzę w kiciu? A mąż nie ma co do gara włożyć?

Iwona - Nie trzeba było za takiego fajtłapę wychodzić!

Władzia - Nie twój interes! Przynajmniej mam męża!

Iwona - Ubeczka! Wstyd mi za ciebie! Takim jak ty to się nawet ręki nie podaje!

Maria - Iwona! Spokój!

Iwona - Ty zawsze wszystkim wybaczasz! Chodzący spokój i miłosierdzie! A ta (wskazuje na Władzię) pewnie jeszcze na nas doniesie jak jej dadzą pół kilo sera więcej!

(Władzia nie zwraca uwagi na słowa Iwony, podchodzi do drzwi i czeka)

Krysia - Wstyd mi za panią, pani Władysławo. Naprawdę wstyd.

(Drzwi się otwierają i Władzia wychodzi. Żadna nie wstaje aby się z nią pożegnać)

Iwona - (za nią) Żebyś sobie nogi złamała na najbliższym schodku!

Maria - Bóg z tobą!

Iwona - ( z niedowierzaniem) Co? Ona się sprzedała za parę srebrników a ty jej mówisz „Bóg z tobą”?

Maria - Ona nie była zła tylko zagubiona.

Iwona - Zagubiona? Toż przez tyle miesięcy próbowaliśmy ich sprowadzić na dobrą drogę a oni nadal są zagubieni? To chyba tylko brak inteligencji!

Maria - Nieprawda moje dziecko …

Iwona - Nie mów do mnie „dziecko”. Nie jestem dzieckiem!

Krysia - Gdybyś nie była dzieckiem to wiedziałabyś, że w ciągu półtora roku nie da się wykorzenić tylu lat komunizmu. Takie kobiety jak ona mają wystarczająco kłopotów na głowie. Dla nich najważniejsza jest pełna lodówka, ciepło ubrane dzieci i w miarę trzeźwy mąż. I nie ma się co dziwić.

Maria - Poza tym ma prawo się bać. Jeżeli ja zastraszyli? Nie wiemy co jej powiedzieli. A strach ma wielkie oczy.

Iwona - Ale honor …

Maria - No tak. Wybrała Wigilię z rodziną kosztem honoru. Ale to jej wybór.

Iwona - To dla nich walczyliśmy o wolność. Dla takich jak ona! Przeciętnych, szarych, nic nie rozumiejących ludzi. Żeby mieli lepiej!

Krysia - Lepiej to miało być później. Nie da się tak od razu. Budowa gospodarki trwa latami. My zdążyliśmy tylko niektórym pokazać co to znaczy być wolnym, móc mówić co się chce, czytać co się chce. A to już dużo. Bardzo dużo.

Iwona - To powinno było wystarczyć!

Krysia - (podniesionym głosem) Czy ty myślisz, że to wszystko jest takie proste? Hurra! Z bagnetami na wroga! Pokrzyczeć, porozrabiać. I już się jest wolnym?

Iwona - Żebyś wiedziała. Wolność słowa to grunt.

Krysia - Zgadzam się … ale oprócz wolności słowa jest jeszcze życie. Godność osobista, bezpieczeństwo, dobrobyt.

Iwona - Bezpieczeństwo! I żeby nikt przypadkiem nie zastukał do drzwi o nieodpowiedniej porze?

Maria - Nie kłóćcie się! Dziś Wigilia.

Krysia - Tak! Aby nikt nie zastukał do drzwi. Dla was młodych wszystko jest zabawą. Pokrzyczycie, pobawicie się w milicjantów i złodziei a w swoim środowisku będziecie chodzić w glorii bohatera. A tak naprawdę nie macie pojęcia co to znaczy być wolnym.

Iwona - My nie wiemy!? To my plakatujemy miasta, urządzamy demonstracje!

Krysia - Ale nie chcecie wziąć się za odbudowywanie.

Iwona - A co tu odbudowywać? Tą ruinę, która nazywacie Polską? Nie ma co! To trzeba zrównać z ziemią i budować od początku.

Maria - (z niedowierzaniem) Zrównasz z ziemią społeczeństwo?

Iwona - Jak widać po Władzi, przydałoby się!

Krysia - Oj! Nieładnie! Ich trzeba uczyć, mówić prawdę o przeszłości, pokazywać co możemy osiągnąć. Nie można niszczyć tego co mamy.

Iwona - A co my mamy? Komuchów!

Maria - Mamy też historię i tradycje przekazywaną z pokolenia na pokolenie.

Krysia - Z tego trzeba się uczyć, brać przykład, nie popełniać tych samych błędów. Naszych błędów. Nie można brać z historii tylko szabelki i ułana na pstrym koniu.

Iwona - A ja czuję się patriotką!

Maria - Nikt ci tego nie odbiera. Ale naszym celem powinno być wykształcenie następnego, zdrowego pokolenia. Aby było ono na tyle zdrowe psychicznie i na tyle mądre aby wyciągnąć państwo z bagna.

Iwona - Ale najpierw trzeba bić i rozliczać komunistów.

Krysia - No może nie bić! Nie wolno się zniżać do ich poziomu. Ale my już zaczęliśmy rozliczać. I wiemy kogo powinniśmy rozliczać. Przynajmniej tam u góry. Ale są tez zwykli ludzie a wśród nich też byli donosiciele. Tylko, że to wszystko nie jest takie proste. Nie można palić czarownic na stosie bo przez przypadek mogą tam wpaść uczciwi ludzie.

Iwona - Czyli co? Zapomnieć, wybaczyć i buzi, buzi?

Krysia - Tego nie powiedziałam. Nigdy nie można zapomnieć i nigdy nie można wybaczyć, ale rozliczać trzeba rozważnie budując równocześnie nowe pokolenie. Najważniejszym zwycięstwem będzie chwila gdy zacznie działać nowa świadomość. Teraz to nie była walka tylko o dobrobyt ale przede wszystkim o umysły. I zobaczysz! Już niedługo! Ten system nie wytrzyma!

Iwona - Wy zawsze jesteście takie spokojne. Wybaczyć, uczyć, pouczać. Trzeba bić!

Maria - Przywilej młodości! Gorące głowy! Jest jeszcze miłosierdzie.

Iwona - Oh! Nie umiem z wami rozmawiać!

Maria - Dziś Wigilia. Proszę!

(Otwierają się drzwi. Staje w nich klawisz)

Klawisz - Przybylska ze mną

Krysia - Ja? Już dzisiaj byłam na przesłuchaniu?

Klawisz - Idziemy! Już!

(Zamykają się za nimi drzwi)

Maria - Nawet w Wigilię nie dadzą nam spokoju.

Iwona - Ciekawe po co ją wzięli? Może ją wypuszczą?

Maria -Może coś się stało?

(Milknął i czekają w ciszy. Po chwili słychać kroki, szczęk drzwi na korytarzu, warkot motorów na

zewnątrz. Przez okienko pod sufitem wpada światło reflektorów. Znowu otwierają się drzwi i staje

w nich Krysia z paczką w rękach)

Iwona - Ty już? Co to?

Krysia - Zobaczcie do dostałam? Paczkę … i list!

(Kładzie szarą, otwarta paczkę na stole. Siada i zaczyna czytać list)

Iwona - Możemy zobaczyć co dostałaś? To pierwsza paczka w tym przybytku.

Krysia - Co? (podnosi wzrok z nad listu) A tak! Oczywiście. Zobaczcie. (nadal czyta list)

(Maria i Iwona wypakowują paczkę)

Iwona - Zobaczcie … majtki … ciepły sweter ..

Maria - Popatrz  …. Aspiryna! (do Krysi) Twoja córka ma głowę na karku … jest tez Pyralgina i Polopiryna…. Ale w tej fiolce są tylko cztery pastylki.

Iwona - Pewnie wzięli resztę.

Krysia - Córka pisze, ze jak mnie zna to pewnie jestem zaziębiona i posyła mi lekarstwa. Cud, że nie wzięli wszystkiego.

Maria - Zuch dziewczyna.

Iwona - Patrzcie … co tu smakołyków …herbata …

Krysia - I tak nie mamy wrzątku

Iwona - Konserwa z mielonką, sardynki, … o! kawałek kiełbasy …a tu jest ser…co to za śmierdziactwo?

Maria - To brie … pewnie z darów… bo taki to ostatnio widziałam na wiosnę jak byłam w Paryżu.

Iwona - O la la!

Krysia - Powinna być jeszcze kawa, cukier i dwie tabliczki czekolady.

Iwona - Jest jedna a kawy nie ma. Macie też papierosy.

Maria - I jest margaryna i ….słuchajcie! Mamy opłatek.

Krysia - Naprawdę. Cudownie.

Maria - Marzę o papierosie!

Krysia - Poczęstuj się! Co moje to wasze.

Iwona - To znaczy, że dziś będziemy miały Wigilię.

Krysia - Widzę, że parę rzeczy nam z paczki zabrano.

Iwona - Złodzieje

Maria - Ale i tak wystarczy na prawdziwą ucztę. Pan Bóg nam wybaczy, że nie będziemy pościć tylko zjemy kawałek kiełbasy.

Iwona - I to ty mówisz?

Maria - Oh! Nie łap mnie za słowa. Radujmy się! Co pisze córka?

(Maria wstaje i stuka w drzwi)

Klawisz - Czego?

Maria - Ognia!

(Otwierają się drzwi, wchodzi klawisz i zapala Marii papierosa)

Maria - Czy możemy prosić o wrzątek?

Klawisz - Jeszcze czego wam się zachciewa?

(Zamyka drzwi)

Maria - Chyba jednak nie. Ale dziś nie leciały epitety! Ja mam trochę kawy z popołudnia. Zażyj lekarstwa Krysiu.

Krysia - Już. (popija lekarstwa i zapala papierosa) Pisze, że u nich wszystko w porządku, ale większość listu jest zaczerniona. Pisze, że jeździ na badania do szpitala co drugi dzień, że na mnie czekają, że mnie kochają. I tyle. (zamyśla się) Ona musiała być tu dzisiaj.

Maria - Jest data?

Krysia - Zamazana. Ciekawe czemu? (łzy cieknął jej po policzkach) Ale czuję to. Oni tu dzisiaj byli. Czekają na mnie z Wigilią. Wiesz?

Maria - Wiem kochana, wiem.

(Iwonie też łzy płynął po policzkach)

Iwona - Jak długo jeszcze? Jak długo?

(Otwierają się drzwi i staje w nich klawisz)

Klawisz - Kolacja!

(Kobiety podchodzą. Klawisz nalewa kawy i daje po grubej pajdzie chleba)

Krysia - Czy może nam pan otworzyć konserwę?

Klawisz - Nie mogę!

(Zatrzaskuje drzwi)

Maria - Dziś chleb jest świeży? Cos takiego?

Iwona - Patrzcie … do tej puszki nie trzeba otwieracza … ma takie coś za co się ciągnie.

Maria - Dzięki Bogu, że nie powiedziałaś tego przy nim. Pewnie by ją nam zabrał. A tak to tym denkiem pokroimy sobie wszystko.

Krysia - I będziemy mieć Wigilię.

(Zabierają się do krojenia mielonki, otwierają puszkę z sardynkami, margarynę etc. Przygotowują kolację)

Krysia - A teraz zamiast sztućców i porcelany mamy własne palce.

Maria - Poradzimy sobie. Jak się czujesz? Lepiej?

Krysia - Lepiej nie mówić. Ból mi odpuszcza.

Iwona - Wiecie co? Przynajmniej tej Wigilii nie będę spędzać sama.

Krysia - I mamy choinkę .. (wskazuje na gałązkę)

Maria - I opłatek … Czas zacząć wieczerzę zanim nam zgaszą światła. Chciałabym wam życzyć …(zamyśla się) wytrwania.

(Łamią się opłatkiem)

Krysia - Aby wytrwać

Iwona - Aby wytrwać

Maria - Z godnością

Krysia - Przynajmniej nasza godność to nasz prywatny obszar wolności.

Maria - I tego nam nikt nie zabierze.

Iwona - Amen. Zaśpiewajmy coś … może kolędę

Krysia - Zaśpiewajmy „Marsz konfederatów”

Iwona - Nie znam słów.

Maria -  A ja chyba pamiętam

(Maria i Krysia zaczynają śpiewać. Po twarzy Iwony płynął łzy)

 

               Nigdy z królami nie będziem w aliansach

               Nigdy przed mocą nie ugniemy szyi

               Bo u Chrystusa my na ordynansach

               Słudzy Maryi

 

               Bóg naszych ojców i dziś jest nad nami

               Więc nie dopuści upaść w żadnej klęsce

               Wszak póki on był z naszymi ojcami

               Byli zwycięzce

             

               Więc nie wpadniemy w żadną wilczą jamę

               Nie uklękniemy przed mocarzy władzą

               Wiedząc, że nawet grobowce nas same

               Bogu oddadzą

 

Na końcowej zwrotce napisy lub głos czyta po zakończeniu pieśni
 

„13 grudnia 1981 roku zostało internowanych kilkaset kobiet. Siedziały w więzieniach całej Polski.

W domach zostawiły dzieci, mężów, rodziców. Znosiły skandaliczne warunki bytowania i nieludzkie

traktowanie. Większość z nich, niejednokrotnie schorowana, opuściła więzienia dopiero 22 lipca

1982 roku”. *

KONIEC



*  W lipcu 1982 r.  zwolniono kobiety nadając temu wydźwięk propagandowy, natomiast nie uchylono poszczególnym niewiastom decyzji o internowaniu. Stąd pojawiają się daty zwolnienia np. 1.08.82, 31.12.82 itp. Natychmiast też już w sierpniu zaczęto internować kobiety ponownie, niektóre były internowane 2 razy. Najmłodsza miała 17 lat, najstarsza liczyła 62 lata. Najdłużej internowana była p. Barbara Szubert z Chełma (2 razy).
Szczególne nasilenie zatrzymań: 13.12.81, po 13.12.81 - do końca roku przed i po strajkach i protestach, luty - wznowienie zajęć na uczelniach, po 1 i 3 maja i przed 13 maja 1982, (ogólnopolska akcja strajkowa 15 min.), przed i po 31 sierpnia 1982 (rocznica porozumień sierpniowych z 1980 r.), przed i po 10 listopada (ogólnopolska akcja strajkowa).

 przyp. Krzysztof Stasiewski